Kilka drobnych uwag .... może nawet naukowych ... ?


Analizując historię różnych religii widać, że mentalność ludzi bardzo się zmieniła. Musiała się zmienić aby pogodzić różne wyobrażenia występujące w różnych zantagonizowanych grupach. Cały czas było ciśnienie na nowego, bardziej abstrakcyjnego i uniwersalnego boga oraz religię.

Historia jednak, jaka by nie była, nie jest żadnym argumentem za lub przeciw wierze w Boga - tu nie ma istotnego związku. Wiara nie wynika z historii ludzi ale z refleksji i zetknięcia (w wyobraźni - w olśnieniu) z Nieznanym Światem. Mamy przecież świadomość, że istnieje coś oprócz nas i to coś czego nigdy nie poznamy. Jest jakaś część Świata do której nie sięgniemy. Mało, ta część Świata o wszystkim decyduje, gdyż jest całkowicie poza naszą kontrolą. Pytanie tylko: jak można ją sobie wyobrazić.

Sprzeczność logiczna to pewien model myślowy, którego nie można stosować uniwersalnie. Nie sprawdza się zawsze, gdyż nie potrafimy odróżnić prawdziwej sprzeczności od pozornej. Dlatego też, np. w matematyce musimy stworzyć założenia - od razu uznać co jest sprzeczne. Dla przykładu, spór między empirystami a racjonalistami też wydawał się kiedyś nie do pogodzenia. Góra i dół są pojęciami sprzecznymi dopóki nie zobaczymy wstęgi Mobiusa, itp.

Faktycznie "życie po życiu" to relacje ludzi żywych, więc nie są argumentem za czymkolwiek. Podobnie hipnoza, to tylko niezbadany świat fantazji i właściwości mózgu.

Człowiek wierzący lub ateista są podobni, każdy z nich opowiada się za wyraźnym wyobrażeniem tego czego NIE ZNAMY. Z tym, że wierzący lepiej wiąże to wyobrażenie z ludzkimi innymi potrzebami (pamięcią o zmarłych, tęsknotą, potrzebą bezpieczeństwa, itp.) a ateista po prostu zamyka oczy i chowa głowę jak struś -jakby chciał powtarzać: " tam nic nie ma .... tam nic nie ma" - zupełnie jak w tym kawale o profesorze, że jeżeli profesor czegoś nie wie, to znaczy, że tego nie ma. Chociaż każdy z nich po jakimś czasie popada w tak wielkie samozadowolenie, że ten drugi przywraca go do intelektualnej równowagi - tak więc i jedni i drudzy odgrywają jakąś pozytywną rolę.

Nauka daje nam ogromne, wcześniej nie znane możliwości. W końcu jednak też nas ogranicza, podobnie jak kiedyś religia. Tworzy standardy postępowania na tyle sztywne, że z czasem zahamuje to dalszy rozwój. Można to porównać z teorią krążenia elit - Pareto.

Powrót do astrologii, wróżbiarstwa, magii itp. jest starą reakcją na Nieznane i podlegają jej często ateiści lub ich dzieci - co jest trochę śmieszne i paradoksalne.

Prawdą jest, że trudno popularyzuje się wiedzę i może to być mało opłacalne dla naukowca tak finansowo jak i prestiżowo. Jednak bez przesady, to raczej chęć zamknięcia się w środowisku (podobnie jak kiedyś kapłani -Gra szklanych paciorków) i korzystania z niewiedzy innych jest głównym hamulcem.

Oprócz wiedzy są jeszcze czynniki społeczno- socjologiczne, walki grupowe o władzę i znaczenie, różne elementy gry, ( np. giełdy), grupy interesów finansowych itd. co nie pozwala na czystą "religię" ani "naukę".

Urodziliśmy się w Polsce a gdyby gdzie indziej to nie wpojono by nam czegoś innego ? przecież nie istnieje jakaś wyimaginowana "niezależna odizolowana strefa mentalna" ?

Bóg dał nam wolną wolę - bez tego byśmy byli tylko bezwolnymi kukiełkami - zgodnie jednak z takim wyobrażeniem nie możemy odpowiedzialności za losy ludzi "zwalić" na Boga ani zdać się wyłącznie na jego łaskę, jak na wyrok.

W konsekwencji możemy dostrzec trzy sfery: poznawalnego świata realnego, transcendentnego świata duchowego i wielkiego realnego świata, którego nigdy nie poznamy. Wszystkie te sfery wzajemnie oddziałują na siebie. W relacji Bóg - Świat realny niepoznawalny, należy przyjąć konsekwencję wolnej woli czyli nie ingerowania Boga w ten Świat. Tymczasem tam tkwią nieobliczalne możliwości, czyli także potencjalnie Boskie. Tu się kończy na ten czas nasza wyobraźnia i łączą się wszelkie sprzeczne poglądy dla sfery poza desygnatami, czyli tam gdzie nie sposób niczego już sprawdzić naukowo.