Sytuacja więźniów i byłych więźniów w Polsce (stan na grudzień 2006 r.)


Polska została sklasyfikowana na 14 miejscu na świecie pod względem liczby więźniów. W naszym kraju w aresztach śledczych i zakładach karnych przebywa 89 546 osób (dane Centralnego Zarządu Służby Więziennej na dzień 30 listopada 2006 r.). Faktyczna liczba miejsc w polskich więzieniach wynosi zaledwie 71 994, a więc oficjalne przeludnienie wynosi 124 %. Głównymi problemami polskiego więziennictwa są:
nadmiernne przeludnienie (aż 40 511 osób czeka obecnie na wykonanie kary, tylko dlatego, że nie można ich pomieścić w powszechnej ciasnocie naszych więzień),
niewystarczająca ilość kadry wychowawczej (na jednego wychowawcę więziennego na dyżurze przypada średnio od 70 do 150 więźniów),
przestarzała infrastruktura zakładów karnych (np. w województwie kujawsko - pomorskim 90% budynków więziennych pochodzi z okresu z przed II wojny światowej, a najstarszy budynek Zakładu Karnego w Koronowie ma 188 lat;
budynki są w złym stanie technicznym i większość z nich wymaga gruntownych remontów),
bardzo ograniczony dostęp osadzonych do pomocy terapeutycznej (tylko 3,2 % więźniów w Polsce odbywa karę na oddziałach terapeutycznych, a aż 80% osadzonych ma problemy z alkoholem lub narkotykami). Populacja pozbawionych wolności w Polsce wzrosła w ciągu ostatnich pięciu lat o ponad 50%, natomiast liczba funkcjonariuszy służby więziennej zaledwie o 2,6%. Tylko dzięki wysokiej jakości służby więziennej w polskich więzieniach (w porównaniu z innymi krajami europejskimi) jest względnie mało przemocy i znikoma liczba buntów. Niestety, w wyniku przeludnienia, ciasnoty i braku sensownych zajęć dla osadzonych (w polskich więzieniach pracuje tylko 19 357 osób, w tym ponad 11 000 zajmuje się jedynie pracami porządkowymi i pomocniczymi, a aż 29 801 więźniów chciałoby pracować, a nie jest zatrudnionych z powodu braku pracy), dochodzi do:
pobić (818 w 2006 roku),
prób samobójczych (229 w 2006 roku),
samouszkodzeń osadzonych (aż 2 130 w 2006 roku).
Większość osadzonych w Polsce to wciąż tzw. "przestępcy socjalni" - ludzie, którzy trafili do więzienia w wyniku problemów z alkoholem, narkotykami, rodzin dysfunkcyjnych, biedy, bezrobocia, bezdomności, nieporadności życiowej, opóźnienia w rozwoju umysłowym oraz drobnych oszustw i kradzieży; zaledwie 3 610 więźniów, czyli tylko 4,07 % całej populacji więźniów, to "prawdziwi przestępcy", związani z przestępczością zorganizowaną. Więzienia w Polsce pełnią rolę, niestety, swoistego "śmietnika socjalnego". W grudniu 2006 roku opuściło areszty śledcze i zakłady karne w Polsce aż 8 675 osób, co daje nam rocznie liczbę około 90 000 byłych więźniów, z których prawie wszyscy nie mają gdzie wracać i wymagają pełnego zakresu pomocy, aby móc zaadaptować się do życia na wolności. Większość z tych 90 000 byłych więźniów nie wraca do swojego miejsca zamieszkania, gdzie czeka ich tylko bieda, bezrobocie i stygmatyzacja jako byłych "kryminalistów", lecz udaje się przeważnie do najbliższego dużego miasta, gdzie są anonimowi i mają większą szansę na pracę i przetrwanie. Mimo tych opisanych powyżej ponurych realiów, pobyt w zakładzie karnym czy areszcie śledczym (w naszym kraju "w śledztwie" siedzi się nawet do 3 lat), to dopiero początek problemu. Prawdziwy problem zaczyna się w momencie wyjścia na wolność. Dla większości więźniów nie jest to powrót do upragnionej wolności, ale dramatyczny "skok w ciemność"... Jest to tak duży stres, szczególnie dla osób po długich wyrokach, że nie jest rzadkością sytuacja, w której więzień boi się wyjść za bramę i prosi o możliwość przedłużenia pobytu w więzieniu. Nie z powodu, że w więzieniu są tak dobre warunki życia, ale dlatego, że woli pobyt w świecie surowych warunków bytowych i represji, ale zorganizowanym i przewidywalnym, niż na wolności, gdzie nikt i nic na niego nie czeka.

W ogromnej większości przypadków, człowiek, który opuszcza więzienie (szczególnie po dłuższym wyroku): czuje się gorszy i odrzucony przez społeczeństwo jest bezdomny, bo mieszkanie stracił podczas pobytu w więzieniu,
ma zerwane więzy z rodziną (jeśli ją miał przed wyrokiem, zazwyczaj w trakcie odbywania kary ją traci), żona lub partnerka znalazła sobie już innego mężczyznę, dzieci nie chcą mieć nic wspólnego z tatą "kryminalistą", rodzice i rodzeństwo bardzo często nie chcą go już znać;
jest schorowany, bo opieka zdrowotna w więzieniach przedstawia wiele do życzenia, a samookaleczenia na skutek presji otoczenia i zmian w psychice więźnia są na porządku dziennym,
często nie ma żadnych kwalifikacji, a jeśli je miał, to dokumenty przepadły podczas pobytu w więzieniu, jest bezrobotny, bo nie umie skutecznie szukać pracy, a jeśli nawet trafi na obszar, gdzie łatwiej o pracę (...bo miejscowi wyjechali zagranicę),
to kto zaryzykuje zatrudnienie byłego "kryminalisty"?, a jeśli nawet uda mu się podjąć pracę, to najpóźniej w ciągu 2 miesięcy już komornik zajmuje mu wypłatę,
ma liczne długi do spłacenia (pochodzące jeszcze sprzed pobytu w więzieniu, powstałe podczas odbywania kary oraz szkody do naprawienia wynikające z innych wyroków), ciążą często na nim alimenty, nie ma środków do życia, bo tzw. pomoc postpenitencjarna, którą otrzymuje podczas opuszczania zakładu karnego to jednorazowa kwota w wysokości 50 - 100 zł (de facto na bilet do miejsca zamieszkania), a ewentualna pomoc socjalna, na którą może liczyć od ośrodka pomocy społecznej, to kwota w wysokości 100 -200 zł miesięcznie,
nie ma często nawet podstawowych dokumentów, jak dowód osobisty i zaświadczenie o NIP, nie jest nigdzie zameldowany, co uniemożliwia mu załatwienie większości ważnych spraw życiowych i podjęcie pracy, wykazuje "syndrom mentalności więziennej", który sprawia, że były więzień widzi świat inaczej niż my, co praktycznie uniemożliwia byłemu więźniowi poprawne komunikowanie się z ludźmi "z wolności", jest bezradny w kontakcie z instytucjami pomocowymi; teoretycznie coś mu się należy, ale jest to tak obwarowane dodatkowymi formalnościami, że faktycznie dostaje niewiele, albo nic; często po kilku wizytach w pomocy społecznej czy urzędzie pracy zniechęcony wraca na ulicę (nie jest to wina pracownika opieki społecznej czy urzędu pracy, bo oni też są przeciążeni pracą, nisko opłacani i zniechęceni małą efektywnością swoich wysiłków, a tu jeszcze przychodzi były więzień z postawą roszczeniową i reaguje agresywnie, jak się dowiaduje, że czegoś nie dostanie, bo brak mu jakiegoś dokumentu),
cierpi na stany depresyjne, gdyż powyższy "katalog problemów", które wydają się nie do przezwyciężenia, przygniata go i paraliżuje jego aktywność.;br:

Jedyną alternatywą dla byłego więźnia, jest powrót na stare koleiny, do świata, który dobrze zna, którego często nienawidzi, ale świata, który go akceptuje: koledzy, alkohol, narkotyki, drobne kradzieże, drobne oszustwa, bijatyki i znowu powrót za kraty ... W efekcie, w ciągu roku po opuszczeniu zakładu karnego, około 50 % więźniów wraca do jednostek penitencjarnych, ulegając dalszej demoralizacji i obciążając budżet Państwa, czyli nas podatników. Reszta wraca po 2-3 latach, nie dlatego, że tak długo powstrzymywała się od przestępstwa, ale dlatego, że taki cykl pracy mają organy ścigania i system wymiaru sprawiedliwości. Szansą na zmianę bardzo trudnej sytuacji więźniów i byłych więźniów w Polsce jest zbudowanie ogólnokrajowej sieci współpracujących ze sobą organizacji pozarządowych, specjalizujących się w pomocy dla więźniów i byłych więźniów. Organizacje te powinny być zlokalizowane w każdym województwie, w większych ośrodkach miejskich (powyżej 100 000 mieszkańców), gdzie głównie kierują się osoby po opuszczeniu jednostek penitencjarnych. Organizacje te powinny posiadać odpowiednią infrastrukturę i personel przygotowany do udzielania skutecznej pomocy więźniom i byłym więźniom, powinny współpracować ze służbą więzienną, kuratorami, policją, pomocą społeczną i urzędami pracy na swoim terenie oraz ściśle współdziałać ze sobą nawzajem. Opracował na podstawie statystyk CZSW z grudnia 2006 roku

T. Kowalski, Fundacja Druga Szansa, Toruń

Toruń 2007