Rada czy nie rada

Czasami tak się składa, że udzielamy komuś rady. Trudno jest wtedy oddzielić sferę prawną od czysto ludzkiej. Przepisy są suche i nie rozstrzygają o więziach czy emocjonalnych konsekwencjach. Rada jest też wyrwana z szerszego kontekstu zarówno prawnego jak społecznego. W końcu nie znamy dobrze okoliczności, a to co przedstawia nam rozmówca jest bardzo subiektywne i wyselekcjonowane. Czy zatem taka forma może stanowić podstawę do bardziej pogłębionej refleksji ?

Zaprezentowana poniżej rada jest wyrywkową formą wypowiedzi co jednak nadaje jej bardziej osobisty i dynamiczny wyraz. Nie chodzi o dokładną znajomość faktów ale o pewne podobieństwa jakie kryją się w losach tysięcy podobnych przypadków o których ciągle myślimy, że są wyjątkowe i dotyczą niewielkiej liczby osób. Tymczasem ciągle popełniane są te same błędy, często wchodzimy w podobne tryby nieubłaganej machiny mechanicznych schematów myślowych i przyjętych standardów. Gdy zastanowimy się skąd się wzięły okazuje się, że są efektem uproszczeń literackich czy masowej popkultury, zapożyczone z wąskich dyscyplin nauki. Zapominamy, że możliwości wykorzystania tej wiedzy, ze swej natury ograniczone, nie mogą być wprost wykorzystane w życiu codziennym gdyż ono wymyka się takim uproszczeniom. Być może poniższy tekst pozwoli to lepiej sobie uzmysłowić. Wprowadzając czytelnika w kontekst wypowiedzi dodam, że adresatka tej porady jest kobietą i dziwi się, że mężczyzna chce jej udzielić rady. Oto właściwa treść:

Faktycznie pomagam Tobie mimo pozornego konfliktu interesów płci. Chociaż ten konflikt jest sztucznie wywoływany przez kobiety, które same wpadają w sieć swoich zawiłych i niezgodnych z rzeczywistością (w prawie karnym nazywa się to mataczeniem), czyli nieracjonalnych przekonań czy oczekiwań. Jestem przekonany, że nie istnieje żaden konflikt płci, a jedynie uczciwych i nieuczciwych ludzi.

Faceci nie są lojalni wobec siebie, zawsze ze sobą walczyli i rywalizowali (np. o kobiety czy własność). Teraz więc gdy tak dużo kobiet okazuje im agresję, po prostu mają jeszcze jedną dodatkową grupkę potencjalnych wrogów (nie wszystkie kobiety są agresywne więc nie wszystkie są wrogami, podobnie jak faceci). Zwykle biorą to na klatę. Faceci są w trudnej sytuacji gdyż nie mogą decydować o macierzyństwie ani nie posiadają pełni praw rodzicielskich, są upośledzeni w tym względzie oraz skazani na dobrą wolę kobiet. Czują się więc w razie konfliktu oszukani albo nawet okradani przez kobiety, które postrzegają wtedy jako wyrachowane, zimne intrygantki. Raczej nie można oczekiwać że będą działali sami na swoją szkodę.

Dopóki rodzina stanowiła między innymi też gospodarstwo domowe w którym los jednych zależał od pracy drugich to wszystko jakoś się trzymało, teraz przy wyższym poziomie życia materialnego i niezależności źródeł utrzymania od pozostawania w rodzinie czy utrzymania rodziny w całości, każdy szarpie w swoją stronę aby mieć coś kosztem drugiej osoby. Nie myśl, że dzieci lub faceci są tak głupi (ludzie często mylą świadomość i zrozumienie z elokwencją) aby tej prostej prawdy nie rozumieć, a uzasadnienie na swoje przeciągnięcie korzyści na swoją stronę każdy bez problemów znajdzie. W dłuższym czasie faceci nauczą sobie z tym radzić, a dzieci często negatywnie ocenią swoje matki. Płeć brzydka jest świadoma swojej słabszej pozycji prawnej, dlatego ucieka się do wszelkich środków prawnych i poza prawnych (nie mam na myśli środków nielegalnych, np. przemocy, chociaż ci mniej inteligentni korzystają też z pięści).

Co jednak jest przemocą, a co nią nie jest, trudno do końca powiedzieć gdyż agresja może wyrażać się w formach słownych, a nawet poza słownych i tak sprowokowany facet może nie wytrzymać psychicznie i okazać to w formie agresji fizycznej, gdyż nie potrafi inaczej. Oczywiście nie usprawiedliwia go to, a jednak gdyby inne formy agresji, np. agresji psychicznej, też były uznane przez prawo za niedopuszczalne, sytuacja wielu kobiet byłaby diametralnie odmienna. Dlatego o faktycznej agresji i przemocy w rodzinie można mówić wyłącznie w sytuacji niczym nie sprowokowanej agresji albo nieadekwatnej przemocy, tak jak w obronie własnej. Pobodnie sytuacja byłaby inna gdyby nasze prawo wymagało świadomej akceptacji macierzyństwa przez faceta ( co np. w starożytnym Rzymie wyrażało się uznaniem dziecka przez mężczyznę - los tych nie uznanych był okrutny, takie dzieci lądowały na śmietniku ale nie myśl, że kobiety były wtedy lepsze, zdarzały się zabójstwa dzieci popełniane przez kobiety, zresztą nie było to karane gdyż aż do średniowiecza dziecko było własnością rodziców, a ci mogli je bezkarnie zabić).

Środki antykoncepcyjne są obecnie powszechnie dostępne, a przykłady takich krajów jak Holandia pokazują, że niechciane macierzyństwo może być całkowicie wyeliminowane. Tymczasem w naszym kraju macierzyństwo chciane tylko przez matkę i narzucone ojcu jest na porządku dziennym. Dobro dziecka wymaga w takim przypadku aby ojciec ponosił wszelkie konsekwencje mimo, że nie zamierzał nim zostać. Prawo rodzinne jest ślepe i głuche na fakt możliwości egzekwowania świadomego macierzyństwa także od kobiet.

Znałem faceta, boksera, który nie mogąc psychicznie wytrzymać ze swoją agresywną i napastliwą żoną (chudziutka, malutka ale jednak agresywna) wychodził z domu gdyż był świadomy, że jego jeden cios po prostu by ją zabił (pamiętam jego słowa: przecież gdybym machnął ręką to przykleiłaby się do ściany). Nie wiem jak było w Twoim przypadku gdyż znałem też paskudnie agresywnych facetów, byłem w wojsku, mieszkałem przez kilka lat na terenie szpitala psychiatrycznego gdzie leczono narkomanów i alkoholików, itp.

Oczywiście, że bierzesz pod uwagę głównie swój punkt widzenia a nie męża. To znacznie utrudnia znalezienie polubownego rozwiązania. Masz silniejszą pozycję prawną, co jednak wcale nie znaczy, że masz rację. Nie znaczy też, że gdy już wygrasz, sprawy ułożą się po Twojej myśli. Jak wspominałem są okoliczności poza prawne, np. ekonomiczne, emocjonalne, środowiskowe, itp.

Moje rady są dobre dla Was obojga. Gdybyś nie wniosła sprawy o rozwód ale jedynie o alimenty to nie musiałabyś udowadniać jego winy ( a wcześniej pisałaś, że nie chcesz wyciągać rodzinnych brudów) aby sąd przyznał alimenty na Ciebie. Wystarczyłoby uzasadnienie, że jesteś w niedostatku oraz wskazanie wielkości potrzebnej kwoty. Nie wiem dokładnie jak to wygląda w przypadku tzw. separacji. Jeżeli jednak jesteś ofiarą przemocy w rodzinie masz szansę otrzymać rozwód z winy męża co też uprawnia do otrzymania alimentów na Ciebie. Pozostają sprawy własnościowe oraz opieka nad córką. Te sprawy są niezależne od pozostawania w formalnym związku.

Czasami można się dogadać od tyłu, czyli zaczynając od spraw własnościowych albo opieki nad dziećmi. Niestety nie potrafię tutaj doradzić co byłoby lepsze w Twoim przypadku. To sprawa wyczucia oraz zaufania do rozsądku tej drugiej strony, a to wiesz tylko Ty oraz jest to sprawa Twojego ryzyka, więc musisz też sama to ocenić.